niedziela, 10 listopada 2013

Sama powiedz.



Proszę nie mów nic , niech nastanie absolutna ...cisza,
wcale Cię nie ignoruje, porozmawiamy o tym, ale proszę...nie dzisiaj.
Daj mi czas , w sumie to dużo czasu ,żebym powrócił do życia
i proszę nie patrz na mnie takim wzrokiem i nie zadawaj pytań.
Mam Ci wiele do powiedzenia , spróbuj mnie nie odtrącać,
nawet jak masz mi przerwać... powstrzymaj się i wysłuchaj mnie do końca.
Pogubiłem się w tym wszystkim i często nie widzę sensu,
bo wszystkie plany legły w gruzach i znów inaczej jest tu.
Inaczej w sensie nie tak jak być powinno, sama wiesz o tym przecież,
że wszystko rozpierdala się wtedy , kiedy przez chwilę zaczyna być lepiej.
Pierdolony paradoks , miliony myśli i tysiące słów więznących w gardle,
sprawiają ,że mimowolnie czuję ,że znów na samo dno spadłem.
Jak ja to robię ? sam nie wiem , nie mam naprawdę pojęcia,
że lekką ręką zgrywam pulę do zera , mimo że tyle mam do wyjęcia.
Czy to chciwość , czy głupota, szczerze? to jest  mało istotne,
tak samo jak to czy jest to premedytacja czy zachowanie instynktowne.
Nie ważny jest impuls , ale skutek i wszelakie następstwa
i mimo ,że gdzieś czuję że to zło to jednak nie potrafię przestać.
To wszystko mnie niszczy i wciąga mnie jak pierdolony hazard,
i jeśli nie czujesz tego czasem , uwierz to naprawdę przejebana sprawa.
I choć zdarzają się dni ,że gdzieś w tunelu zabłyśnie nikły płomień świeczki,
brnę ślepo w jego stronę , chociaż to niebezpieczne jakbym trzymał granat bez zawleczki,
idąc w ciemność nie wiem co mnie spotka i czy w ogóle gdzieś będzie meta,
chociaż i tak na końcu tej drogi dochodzę do wniosku ,że coś kurwa jest nie tak.
Jak dużą cenę będę musiał zapłacić za to chwilowe i ulotne szczęście?
Które albo mnie zabije , albo da w końcu poczuć że żyje , że jestem.
Potykam się i wstaję , otrzepuję się z kurzu , nie mam w zwyczaju się płaszczyć
i gdzieś mam w sobie ten hart ducha i silną wolę... ale czy to wystarczy?
Mam Ciebie ,a to dla mnie naprawdę znaczy tak wiele,
bo jesteś moją inspiracją , radością , uśmiechem , przyjacielem.
Ramieniem o które mogę się oprzeć kiedy nogi odmawiają posłuszeństwa,
jedyną osobą tak idealnie wypełniającą mój pogmatwany wszechświat.
Jesteś...właśnie JESTEŚ zawsze kiedy Cię potrzebuje , ale nigdy nie byłaś zbędna,
rozumiesz doskonale , że czasem się gubię i nie rozpatrujesz w błędach.
Dziękuje Ci za to całym sobą , ale zrozum też moją obawę...
bo co zrobię kiedy to wszystko runie i już tego nie naprawię?
Staram się o tym nie myśleć i wykorzystać każdą chwilę spędzoną z Tobą,
ale to jest silniejsze ode mnie i wciąż się zastanawiam jak inni to robią,
że wszystko przychodzi im od tak na pstryknięcie palcem,
podczas gdy ja zabliźniam stare rany i ponoszę nowe w tej pojebanej walce,
z której z fartem wracam z tarczą ale ze zwiększonym dystansem,
to gdzieś w głębi wiem ,że mam Ciebie , mój magiczny plaster,
który łata wszystkie luki i ubytki i pokazuje mi nowe szanse.
Znasz mnie przecież ,zdajesz sobie sprawę i sama doskonale wiesz o tym,
że mam ciężki charakter i często przyciągam tylko kłopoty.
Tym bardziej jestem Ci wdzięczny ,że jesteś przy mnie mimo wszystko,
przy tobie zapominam o przeszłości i inaczej patrzę w przyszłość.
Kocham to jak zaczynasz ze mną dzień i to jak go kończysz kiedy zasypiam,
już zaraz koniec , poczekaj , powstrzymaj się jeszcze chwilę od pytań.
Czasem mam wrażenie ,że marnuję twój czas i kradnę go tak zachłannie,
to wybacz mi proszę i uwierz... chciałbym być tym dla Ciebie , kim ty jesteś dla mnie.

Dziękuje.

sobota, 17 sierpnia 2013

Wolność drzemie gdzieś w żyłach.


Spytaj mnie o to dziś : " Kim tak naprawdę teraz jesteś?"
odpowiem: jestem wolnym człowiekiem i dusi mnie zamknięta przestrzeń,
i póki co na szczęście , mam wolny wybór i resztki woli jeszcze ,
więc wybieram szybszy puls , adrenalinę i krystaliczne powietrze.
Nie zdusi mnie schemat cudzego życia , mam pomysły własne,
i sam decyduje kiedy się budzę albo kiedy zasnę.
Nie narzucisz mi życia tempa , nie wytyczysz na życie planów,
bo moje ego ociera się o chmury i wcale nie potrzebuje Zjednoczonych Stanów,
żeby poczuć High Life , czerpać z życia i odnajdywać się  na tych osiedlach
i wolę moich ziomków  w dresach , niż   garnitury na Wall Street , nawet jeśli miałbym przegrać.
I choć czasem czuję się tu jak więzień , to nie porównasz mnie do więźnia,
nie jeden już próbował mnie zmienić , i sam się przez to zbeształ,
bo jakoś kurwa nie pamiętam ,żebym zrobił coś czego sam bym nie chciał.
I chociaż mam 22 lata i czuję ,że to mojego życia jest pół metek,
wciąż jak kiedyś łapię momenty i chwile , kruszę je w palcach i wsypuję do bletek,
zwijam , odpalam i zaciągam się ,aż do samego dna moich płuc,
po to ,żeby po kilku latach powiedzieć bez zastanowienia: "Chcieć to znaczy móc".
Bo w wielu sytuacjach , z ręką na sercu mam świadomość ,że zrobiłem co mogłem,
i zrozumiałem ,że gdy od czegoś uciekasz , to i tak pozostaje problem.
Chociaż gdybym tylko siedział i myślał co jutro może się znowu przydarzyć,
pewnie miałbym depresję , siwe włosy i jedyne co byś widział na mojej twarzy,
to strach , brak snu , lęk i patrząc na mnie miałbyś żywy obraz,
jak wygląda autodestrukcja i jak mocno w obawach pogrążyć się można.
Przestałem analizować przeszłość , chociaż czasem flash back mi się zdarzy,
ale nie chcę wtedy nic złego pamiętać z tamtych dni i chcę widzieć tylko te kilka twarzy.
Które gdzieś w moim życiu  odegrały mniej lub bardziej znaczącą rolę,
i albo są nadal ze mną , albo poszli w pizdu , niestety taka losu kolej.
Pogodziłem się z tym i to nie jest tak ,że ludzi traktuję przedmiotowo,
bo szanuję i kocham tych którzy są zawsze ze mną , ale robię to z głową.
Nawet w najbliższych relacjach potrzebny jest chociaż minimalny dystans,
bo przekonałem się ,że często z uczuć gorących jak żar pozostaje tylko iskra.
I praktycznie nie możliwym jest ponownie z niej ogień wzniecić,
nie wiem czy wiesz o co mi chodzi , ale nawet już jako małe dzieci
poznajemy świat , ludzi i zaczynamy rozumieć "co z czym się jje",
i nie mówię o banałach typu: "Zawsze po nocy przychodzi dzień".
Dla mnie logiczne jest to , że kiedy czymś lub w relacjach z kimś się sparzysz,
to nie rzucasz tego ot tak pod nogi i nie ciśniesz przed siebie z uśmiechem na twarzy,
tylko wyciągasz wnioski i zakładasz sobie ,że drugi raz to Ci się nie zdarzy.
Więc stąd mam ten dystans i to jest coś co sprawia ,że czuję się pewniej,
i stawiam pewne i stabilne kroki , nawet kiedy myśli chwiejne,
pomieszane jak puzzle i gdy chwilowo nie mam czasu żeby je posortować,
to wiem ,że potrafię być spokojny i dam radę normalnie funkcjonować.
I chyba jestem szczęśliwy , bo mimo wielu sytuacji na kolanach, potrafiłem się podnieść,
otrzepać nogawki ,strzepać kurz z barków ,zetrzeć pot z czoła i znów próbować żyć godnie.
I jedyne co sprawia ,że nie czuję w sobie stu procentowej harmonii,
to moje upośledzone emocje , których albo już nie ma albo dogorywają w agonii.
Zbyt często czuję się wyprany z uczuć i dziwnie nie przeszkadza mi to egzystować,
podczas gdy kiedyś miałem ich w sobie tyle ,że bałem się żeby nie eksplodować
przez  ich nadmiar , który wypełniał mnie od głowy po czubki moich kończyn,
ale tak jest chyba lepiej ,bo albo bym dostał pierdolca albo żywot swój skończył.
Ale z drugiej strony chyba nie jestem sobą do końca  i czasem czuję się pieprzonym egoistą,
i nie wiem czy chcę coś z tym zrobić... tak zagmatwane i popierdolone jest to wszystko.
Podobno w naturze istnieje 'harmonia' - to słowo dla mnie jest dzisiaj tak jakby obce,
bo chyba więcej rozumiem i więcej rzeczy umiem nazwać niż kiedy byłem tym małym chłopcem,
który chłonął to co świat raczył mu pokazać w takim świetle ,żeby nic nie było jasne,
i straszył czymś na każdym kroku do tego stopnia,żebym miał wrażenie ,że znowu nie zasnę.
Mam dość się bać i obawiać się czegoś co mnie może ale nie musi tak naprawdę spotkać,
i wiem ,że to jest coś co sprawia ,że czasem czuję się rozrywany od środka.
Więc naprawiam jak potrafię , każdy wybrakowany fragment tej układanki,
bo wolę zaglądać wgłąb siebie , niż z braku perspektyw wgłąb szklanki.
Nie chcę niczego zapomnieć , bo tak naprawdę już nie wiele pamiętam,
i przestałem szukać prostych dróg... może być i ta najbardziej kręta,
bo i tak przez Nią przejdę , bogatszy o milion nowych doświadczeń,
i nawet jeśli nie znajdę ponownie źródła uczuć i emocji , to i tak inaczej na to patrzę,
bo zdaję sobie sprawę ,że nic nie może być takie same na wieczność...no cóż tak bywa
i może ja też nie jestem taki sam , ale to mój  świadomy wybór a nie czyjaś dyrektywa.

czwartek, 27 czerwca 2013

Love , love....ciągle Love nowe.


Tyle jest słów , których nie powiem , które same więzną w gardle,
spokojnie czekam i tylko zwlekam , kiedy powiedzieć je będę mieć okazję.
Wielu z nich nie rozumiem , albo zrozumieć  zwyczajnie nie chcę,
inne z kolei tak jak te tutaj , które piszę dyktuje mi moje serce.
Czytając "serce", myślisz to miłość , może dla Ciebie na pewno nie dla mnie,
bo zawsze sądziłem ,że nie w słowach jest miłość ale w tym co głęboko jest na dnie.
Głęboko ukryte , co się dociera , wzbiera w nas by wydać kiedyś plony,
a nie szybkie romanse , burzliwe rozstania lub trwające chwilę love story.
Dowody miłości to nie z cukru wata , spacer w deszczu czy pokój w kwiatach,
wzniosłe słowa , lampka wina , kominek , koc i gorąca herbata...
To tylko dodatki a nie fundament , więc na tym nie można budować śmiało,
ale jeśli to wszystko to ma być miłość , to chyba jednak trochę za mało...
Czym w ogóle jest miłość? Pojęcie względne... ja już chyba nie wiem co to znaczy,
ale to chyba przynęta , z tego co pamiętam , bo zawsze gdzieś w niej jest jakiś haczyk.
Łatwo się złapać , łatwo usidlić ale trudno przemyśleć to na spokojnie,
bo chcesz się zatrzymać , ale się nie da , bo ktoś za żyłkę do siebie ciągnie.
Jak ty to odczuwasz nie wiem , to twoja własna kwestia podejścia,
ja nie umiem kochać , ale jak już pokocham , wypełnia to mój cały wszechświat.
Tak było kiedyś , nie wiem jak teraz , bo dawno nie miałem tego stanu ...przyznam,
ja kogoś zraniłem i ktoś mnie zranił i chyba dopiero zaczyna się to zabliźniać.
Wszędzie czuć miłość , chyba  że zgaszę tv , zamknę gazetę albo wyłączę radio,
co druga smętna dupa śpiewa ,że kocha i jak bardzo kocha i ,że musi powiedzieć to na głos,
inna z kolei nie powie jak masz ją kochać , albo żebyś szedł z Nią w stronę słońca,
jebie to kiczem , razi w uszy a stacje jak na złość grają to bez końca.
Smętna Gosia , Ewelina z castingu czy inna chuj warta bez polotu śpiewaczka,
macie pięć minut , cieszcie się sławą i ,że w ogóle wasz czas nastał.
Odcinam się ,bo szkoda nerwów , zresztą w sumie to nie jest mój problem,
napisałem o tym tylko dlatego , że nie skomentować tego nie mogłem.
Ale przez takie rzeczy wbijają sobie panienki do głowy -miłość ideał,
wzniosłe momenty , milion obietnic , księcia z bajki , co może chcesz żebym coś zaśpiewał?
Ja nie wyryję Ci nożem setki serc i "love Ciebie" na wszystkich drzewach,
bo to tandeta , ale zaufaj ambitniejszych rzeczy możesz po mnie się spodziewać.
Raz ,że szkoda drzewa a dwa po co mam wszystkim mówić jak to ja bardzo Cię kocham?
wolę wyszeptać Ci to do ucha , niż robić to zwyczajnie ot tak ...na pokaz.
Złap mnie za rękę , gdy czujesz potrzebę , a nie kiedy mijamy twoich znajomych,
i tak pewnie myślą o nas co chcą, tak samo jak ja myślę o nich.
Bo skoro mówisz "MY" to ja tu widzę tylko dwie osoby, chyba mam rację?
ale mniejsza o to , zróbmy lepiej coś razem... obejrzyjmy film? ugotujmy kolację?
Może wspólny spacer? Może to nam dobrze zrobi , porozmawiamy dłużej trochę
albo usiądźmy na łące popatrzmy w niebo i inspirujmy się tym obłokiem.
Nie wiem cokolwiek , oby razem , obym czuł twoją bliskość , nie musisz nic mówić,
albo chodźmy spać po prostu , bo kurwa chcę się obok Ciebie obudzić.
Ale nigdy nie zadawaj pytań typu:"Kochasz mnie?" , bo to znaczy ,że wątpisz,
albo nie jestem wystarczająco dobry , napisać Ci list i złożyć podpis?
Oznajmiający moje intencje , moje zamiary i moje podejście do sprawy,
co mam uwzględnić ,że jestem zazdrosny? i że z tej zazdrości mogę zabić?
Litości , błagam , mniej seriali, więcej rozumu i  rzeczywistości,
po to jest to wszystko tak skomplikowane ,żeby nie dało się tego uprościć.
To kwestia podejścia , wspólnego dotarcia i unikania nie potrzebnych zgrzytów,
bez sztucznych obietnic , pompy na siłę i wciskania zbędnego kitu.
Zejdźmy na ziemię , postarajmy się mocniej , bo na pewno jeszcze da się,
i zróbmy coś ,żeby sygnał zrozumienia , miał  nieograniczony zasięg.
Trzeba się dotrzeć , starać zrozumieć , ale też nie przystawać na wszystko,
umieć wybaczać , mówić przepraszać i nie przekreślać za jeden wyskok.
Tępić zdradę , nie być naiwnym i mieć ciągle otwarte oczy,
to może uda Ci się w tym nie utopić a jedynie tylko zamoczyć.
Różni są ludzie , z różnych podejściem , jedni szukają miłości inni tylko seksu,
ważne jest to co sam czujesz , a nie to co podpowiada ci facebook.
Widzę te zdjęcia smutnych panienek ,a pod spodem te smutne miłosne sentencje,
piszą to zakompleksieni single , bo nie wierzę ,że emanują szczęściem.
Smutna sprawa , każdy ma swoje , ja swoje żale wylewam na blogu,
ale sam nie wiem czy to coś daje , czy to tak naprawdę może w czymś pomóc.
Widzę ,że czas kończyć bo gubię wątek a nie chcę zepsuć całej myśli,
chyba spać pójdę , bo snu potrzebuję , może w końcu mi się coś przyśni.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Milion pięknych słów... pełnych obłudy.


Często ktoś mnie pyta , jakie mam zdanie na temat ludzi,
szczerze? to śliski temat i łatwo się nim pobrudzić 
i utknąć w tym bagnie i przyjąć wydawanie opinii jako życiową pasję,
a to z lekka nie dla mnie i tego uniknąć chcę właśnie.
Obsmarować komuś dupę , jest łatwiej niż później zwrócić honor,
i spojrzeć prosto w oczy przy czym ze wstydu nie spłonąć.
Tak łatwo jest oceniać ludzi , podczas gdy sami popełniamy błędy,
robimy coś wbrew sobie , poniżając się by zyskać czyjeś względy.
Przez chęć przynależności do grupy , tak łatwo zgubić własne ego,
fajnie jest mieć przyjaciół fakt , ale nie kosztem zdania swego,
bo co to za przyjaciel skoro nie potrafi uszanować tego,
że też masz swoje poglądy , charakter i potrzebujesz szacunku od niego.
Wtedy nie jesteś jego przyjacielem i bardziej jak niewolnik,
cieszysz się z wszystkiego co powie twój mentor- przewodnik.
Przestań kurwa , bo to nawet nie jest już śmieszne,
kiedy gotów jesteś przyjąć potwarz z uśmiechem krzycząc: "Jeszcze"
I to wcale nie jest zajebiste , kiedy z "ziomeczkami" na osiedlu stoisz,
zaczepiasz kogoś i czujesz dumę ,że ten ktoś się Ciebie boi?
Raczej Cie ignoruje , bo po prostu jest ponad to , taka prawda
i tym samym Ci udowadnia jak nisko upadłeś , robiąc z siebie klauna.
Ale co tam? Ty i tak wiesz lepiej wszystko o wszystkich,
puszczasz plotę w obieg , dumny z siebie , rozpalasz w oczach iskry.
Ciekawym jest fakt , że kiedy trafisz na kogoś kto odwróci się i spuści Ci wpierdol
ziomki będą stać obok , patrząc w chodnik , udając ,że im wszystko jedno.
Śmieszy mnie to , i widzę to coraz częściej , że takich typów są setki,
chcą być czyimiś żołnierzami na wysyłki , bo uważają to za prestiż.
Dzieci wojny , traktują to priorytet , jak swoją życiową lekcję,
i gotowi klęczeć nisko jak  dziwka , w zamian za protekcję.
Nie wiem , nie reaguję , tylko czasem to rozkminiam  szukając w tym sensu,
i kiedy go nie znajduję , przecieram oczy , stwierdzając ,że tak dalej jest tu.
Druga sprawa , kiedy w życiu góruje najczystsza hipokryzja,
akurat w tej kwestii , sam się na tym łapie , chociaż wstyd się czasem przyznać.
Jedyne co mam na swoje usprawiedliwienie , to że ciągle z tym walczę,
i zanim powiem słowo krytyki , próbuję podejść do sytuacji z dystansem.
Wiem ,że czasem po prostu się nie da i słów wypowiedzianych nie zawrócę,
ale mimo ,że popełniam błędy to mam wrażenie , że wciąż się na nich uczę.
Ale tyle o mnie , wiem nie jestem święty , ale  to jest temat w treści szerszy , 
teraz chcę przelać trochę treści o tym co widzę , ocenić na zimo , ubrać to w wersy.
Hipokryzja , niestety , to coś co stało się w tych czasach na porządku dziennym,
opierdolić komuś dupę za coś co zrobił , godzinę później popełniając te same błędy.
Akcje typu : Słyszałeś co ta panna opierdala? Dziś jest  z tym , później z innym typem,
kiedy tak naprawdę same w klatkach  kręcą dupą  i atakują kluby co weekend...
Kuszą i zwodzą... uważają ,że to jest ich broń -seksapil , wydaje się to seksi
a później płacz i lament ,że typ był z Nią tylko po to ,żeby za friko popieprzyć.
Ale to ta panna jest dziwką , bo ma znowu nowego typa,
a może  prawda jest taka ,że poprzedni ją wykorzystał i wyszedł z tego przypał.
I co ,że próbuje odbudować zaufanie i ułożyć sobie jakoś wszystko od nowa?
Skoro te zawistne suki wiedzą swoje i  nie przestaną spekulować.
Czego nie wiedzą naprawdę , dopowiedzą tak umiejętnie i realnie,
że ktoś inny uwierzy , poda to dalej i zrujnuje opinię tej pannie.
Dziwi mnie to coraz bardziej , chociaż już przestało wkurwiać,
bo z "durniem" się nie dyskutuje... lepiej olać tego "durnia".
Wszystko zależy od psychiki i osobistego podejścia do sprawy,
bo z niewinnych akcji , typu: ten to , ta tamto, może wejść nam to w nawyk.
A wtedy przestajemy ,żyć własnym życiem , karmiąc się życiem innych,
i staje się to zamkniętą klatką pełną pomówień , ja próbuję znaleźć wytrych.
I odciąć się od tego chociaż w jakiejś możliwej, minimalnej części,
bo tego nie da się całkowicie z siebie wyrzucić a jedynie w jakimś stopniu zmniejszyć.
Chociaż to kusi i często ma nad nami przewagę , co daje się zobaczyć w skutkach,
zanim ocenisz , najpierw musisz poznać , czy to ułożona dziewczyna czy prostytutka,
czy typ w air maxach , menel na przystanku , czy też  chłopaki na murkach,
wczuj się w ich rolę , pomyśl jak się czują i czy sam byś się nie wkurwiał,
gdyby ktoś po jednym spojrzeniu na Ciebie , wydał swój werdykt i zbudował o Tobie zdanie,
i chociaż  nawet Cię nie zna tak naprawdę, komentuje do wszystkich wokół i wprowadza zamęt.
A ty dowiadujesz się od innych , że to nie jest fair co zrobiłeś ,że to ,że tamto,
a ty robisz wielkie oczy , słuchając w amoku czegoś , co kurwa nie jest prawdą.
Co nigdy nie miało miejsca , co miejsca mieć nie będzie bo to byłoby wbrew Tobie,
i zanim sam wydasz swój werdykt i zabierzesz komuś honor , wciśnij STOP i przypomnij sobie,
jak sam się czułeś , kiedy ktoś komu ufałeś albo ktoś kogo widziałeś przelotem kilka razy,
obsmarował Cię konkretne , nieświadom ,że to do Ciebie doszło , mijał Cię z uśmiechem na twarzy.
Bo to nie zależy od Ciebie , czy kogoś nienawidzisz , czy wciąż okazujesz serce,
to indywidualna sprawa czy honor i szczerość to tylko słowa, czy o wiele więcej.
Wiem ,że sam często wydaje opinie , często nie poprawne , często destrukcyjne,
i głupio mi z tym i teraz wiem ile to kosztuje i konsekwencje przyjmę.
Ale uwierz ,że staram się i nie wydaję już opinii zanim kogoś nie poznam ,
a jeśli czasem zboczę z drogi , staram znaleźć znów drogowskaz 
i ogarnąć się na momencie , żeby znowu nie żałować,
bo po co żyć nienawiścią? po co ją w sobie chować?
Bo tak naprawdę nie ważne , czy się upijasz co dnia ,wciągasz proszek czy palisz worek blantów,
czy nosisz dresy , rurki , sweter , bluzę z kapturem czy spodnie do kantu,
ważniejsze jest to ,żebym mógł się z Tobą dogadać i czuć ,że nie muszę niczego udawać,
móc brać coś bez spiny i bez spiny móc  coś oddawać.
Pożyczać Ci kwit albo samemu iść w kredo , bo hajs się nie zgadza,
mówić bez strachu w twarz kiedy coś wkurwia albo przeszkadza.
Bo co mi to da ,że opierdolę Ci plecy a później będę  udawać kumpla,
skoro to nic nie zmieni i dalej będę się wkurwiać,
że coś nie gra ,że znowu jakaś spina i nie potrzebne zgrzyty,
więc jeśli chcę coś o Tobie mówić to tylko wtedy kiedy jesteś przy tym.
Łatwe to nie jest , ale to jest o wiele lepsze , i to jest właśnie odwaga,
i mimo ,że czasem zamiast zbliżyć oddala i szkodzi zamiast pomagać.
To jednak prościej mi z tym , to taka szczerość na której chcę budować relacje,
i mimo ,że ludzie się przez to ode mnie odwracają i zauważam dziwne reakcje.
To nikt nie mówił ,że będzie lekko i to  jest ta trudna sztuka i sam się w niej gubię i zapętlam błędy,
ale lepiej próbować coś z tym robić , niż pluć ciągle ze złości i do krwi zagryzać zęby.
Stawiam temu opór i mam świadomość ,że może mnie ten ogień strawić i pogrzebać wśród zgliszczy
kiedy wszyscy się ode mnie odwrócą i jedynym ich zamiarem będzie to by mnie zniszczyć.
I za okazane serce , odpłacą mi przeciwieństwem i moje dobre chęci  uznają jako mój obowiązek,
to ciągle staram się zrozumieć i stale się uczę życia wyciągając wnioski z błędów , nigdy z książek.
Mimo wszystko nadal widzę w tej nauce jakiś cel , dążę ku niemu powoli i myślę ,że chyba to dobrze,
ale nic nie ma za darmo  a same chęci nie wystarczą   i  wciąż pamiętam ,że muszę jeszcze do tego celu dotrzeć.
 
To tyle....

piątek, 14 czerwca 2013

Myśli zlepek.


Nie chcę Cie uczyć życia dopóki wiem ,że sam nie opanowałem tej sztuki,
sam łatam coraz to nowe w nim dziury i zapełniam rozpaczliwie kolejne luki.
Nie żyje ponad wszystko , tylko staram się dla wszystkich ponad to,
a jedyne co w zamian dostaje  to , to , że ładuję się kolejny raz w konkretne bagno.
Wierze w to co już dawno powinienem olać i krzyknąć stanowcze " jebać"
chociaż sam dobrze wiem bo znam siebie , że tak po prostu się nie da.
Bo mam sumienie ,w chuj naiwności i do tego to przeświadczenie,
że sam dostałbym kolejną szansę , nawet jeśli na bank nic nie zmienię.
Każdego dnia , nie wiem czy ty też tak masz , że stoję przed lustrem przemywam twarz
i patrzę w odbicie , znów  pytam sam siebie:" Ile tak można? i co z tego masz?"
To ,że zabijam na chwilę rzeczywistość, staram się zapomnieć bo znów coś nie wyszło,
uwierz mi szczerze , ja sam już nie wierzę ,że poukładam w końcu to wszystko.
Raz czuję moc , raz przygnębienie , czy dzień czy noc
czy oddycham  spokojnie znów, czy to ostatnie w tym życiu tchnienie , ja sam już nie wiem.
Chciałbym planować , ale nie umiem.. i po co  mi te plany? to nie możliwe jest dzisiaj bo, nie zasklepiły się stare rany
i to nie przez pracę , rodzinę czy szkołę ,dopadają mnie wciąż te dziwne stany.
Znów chcę się odciąć i pozwolić by to swobodnie wszystko w pizdu  poszło,
od jutra coś zmienię , poczułem nowe tchnienie , powtarzam to sobie non stop.
Chcę przystopować , przestać rujnować i znowu zacząć budować od nowa,
moje ego - mój własny wróg ,a z nim w komitywie jest moja głowa,
która wyrzuca mi swoje racje  i podpowiada bez przerwy że powinienem jednak spróbować.
Jeśli spróbuję odbiję  się od dna , udowodnię sobie ,że jednak można,
a jeśli upadnę to uwierz mi szczerze , możesz mnie wtedy naprawdę nie poznać.
Czuję się czasem zupełnie  dokładnie , jak w tej piosence Evanescence-Going Under,
tylko ,że oni śpiewają smutną balladę a ja naprawdę znalazłem się na dnie.
Pomóż mi powstać ,ja błagam nie proszę , żebym mógł w końcu życiu sprostać,
i przyrzeczenie na ustach niosę , pewien swych zasad jak Cosa Nostra.
Czułość , szacunek , chęć bycia lepszym , chcę dać Ci to wszystko i nie chcę nic spieprzyć,
daj mi swą rękę i mnie poprowadź  tak jak ja prowadzę walkę ze sobą , pisząc teraz te wersy.
Czas miał ból naprawić , jak ogień strawić , a działa tylko na mą niekorzyść
bo każdy wybór jest bez  sensu jak interes do którego musisz dołożyć.
W tej kwestii nie zawierzam się możliwym zyskom i nie liczę wydanej pengi, 
zapłacę każda cenę za bliskość ,by móc się odbić  chociaż na chwilę i siedzieć z Tobą na trawie i patrzeć w błękit.
Chciałbym znać lek  który mi da ten upragniony spokój , jeśli muszę  odsunę się w cień i stanę gdzieś pokornie z boku,
byleby móc postawić znów pewny krok , pośród miliona tych chwiejnych kroków.
Te kroki odciskają się w ziemi , podczas gdy ja zapatrzony w zenit ,
szukam Itaki by móc zacumować i swoja wady wyeliminować lub na zalety zamienić.
Niestety pozostawiam za sobą jeden widoczny  ślad tak jak gouda na wątrobie ,i mimo że nie chcę udzielać Ci rad,
to nie polecam żyć tak jak ja to robię , bo gdybyś podążał za mną i przez przypadek spadł,
nie umiałbym normalnie żyć ,że rujnując życie sobie , odbiłem się od dna bo miałem fart, tyle żę wyrządzając krzywdę Tobie.
Nie chcę domysłów , chcę prostych słów , mieć swoje zdanie pieprząc oklepany cytat czy  cudzysłów,
chcę znowu śnić i móc w swą rzeczywistość wdrożyć chociaż jeden z tych pięknych snów.
Mówię rzeczywistość ,a  już nie wiem co to kurwa znaczy , bo z własnej winy, lecz nie świadomie pozwoliłem się jej zatracić,
poznałem ludzi , film mi się urwał i jak bezmyślna istota połknąłem zarzucony haczyk.
Jedyne dziś co prawdą jest to to  ,że docenia się coś dopiero jak się to straci,
tylko ,że ja za swój błąd musiałem niesprawiedliwie zbyt wielką kwotę zapłacić.
Miało być pięknie , miał być progres , a jest okropnie i ciągle trwa regres,
i znów pytam , czemu trwasz przy mnie? no kurwa powiedz po co tu jesteś?
Zadaję to pytanie każdemu kto jest przy mnie , bo znowu wiem ,że mi pomożesz podczas gdy drugi swe oko przymknie,
ludzi pociąga piękno i życie beztroskie ,a nie sytuacje gdy ktoś łapie za brzytwę. Spokojnie , przywykłem.
W tym chorym pędzie czuję się czasem jakbym był zupełnie nikim, bo gram zbyt czysto , bo mam skrupuły i nie dbam o wyniki,
które tak wielką grają rolę , oni wciąż biegną w szale przed siebie jakby wyjebało im bezpieczniki.
Niestety nie mają żadnej bariery , biegną po bruku pełnym trupów ludzi zawadzających na drodze do kariery,
wściekłość w oczach ,piana na ustach jakby ktoś podał im garść psychotropów albo alkoholem kazał zapić steryd.
Ja nie chcę biec w tym tłumie , bo jednak mimo wszystko wiem czego chcę i sprecyzować to umiem,
a chcę mieć ciebie blisko siebie na co dzień , w stu procentach obecną  sercem i rozumem
i nawet gdyby na ciemnym morzu burza zgrzytów nas zastała , pokierujmy tym tak ,żeby znów nie rozbić się na skałach
pisałem wcześniej o planie i  nadal nie wiem co mam w planach , ale jesteś mi potrzebna jak w depresji Xanax.
Próbowałem z tym walczyć wciąż próbując to wyleczyć , ale zamiast tego udało mi się tylko to doszczętnie zniweczyć,
teraz  czuję się jak małe bezradne dziecko , które zwiesza głowę , opuszcza dłonie i bezustannie beczy.
Nie użalam się nad sobą ,chyba że to tak odbierasz,moje życie jak okręt na pełnym morzu podczas gdy nikogo nie ma przy sterach,
wciąż szukam kursu , ustalam współrzędne , zawodzi kartograf i podejmuje decyzje błędne nie raz,
więc dryfuję na fali , opuszczam żagle , poddaję się i wyrzucam wiosła , i znowu bez silnie przyjmuję  to co mi los da.
Wiesz? łatwiej było by mi z Tobą pokonać te fale , i nawet gdybym zbłądził ponownie nie przejął bym się tym wcale,
bo miałbym dla Ciebie całą wieczność , poznałbym Ciebie całą i zbadał Cię z każdym calem.
Twoja psychika nie miała by przede mną żadnych tajemnic , i przynajmniej na pełnym morzu nie rozbilibyśmy się na skale.
A gdyby przypadkiem ,udałoby nam się znaleźć ląd stały ,po zacumowaniu zniszczył bym statek by nie czuć obawy tej,
że kiedyś odejdziesz stąd ,więc nakręciłbym film z miliona pojedynczych klatek , w każdej zawarty obraz twarzy twej
by móc Cię oglądać i mieć zawsze przy Tobie , byś była dla mnie jak Wilson dla Chucka z Cast Away.
Ale tak nie jest i pogodziłem się z tą myślą , że los znowu dał mi co chciał a morze dawno wyschło,
więc szukam ukojenia błądząc bo życia peryferiach , bosą stopą po ostrych kamieniach.
Czekając na cud , chociaż i tak w tej kwestii się nic nie zmienia , siadam po ciężkim dniu w fotelu i szukam wytchnienia.
I znowu zawijam te problemy w przezroczystą bibułkę , ślinie klej językiem ,odpalam ją beznamiętnie
i znów rozrywa mnie od środka moje ego z duszą na spółkę , to mi pomaga na chwilę , przez chwilę jest pięknie.
Ale mimo ,że moje myśli wypacza to rujnuje też  mój spokój i poukładane  szufladki do góry dnem wywraca.
Kiedyś jak Chylińska powiem sobie dość , wykrzyczę to z siebie , by nigdy już do tego nie wracać.
Czuję ,że mój świat jest bardziej popierdolony niż Alicji z Krainy czarów , która bo grubym melanżu znowu ma kaca.
Życie to pudełko czekoladek jak mawiał idol z dzieciństwa Forest, niestety nie lubię czekoladek,
nienawidzę niespodzianek , ale jak on chciałbym pokonać słabości i z dumą krzyknąć: "W końcu dałem radę".
Nie wiem skąd się wziął każdy wers poprzedni , jeśli przeczytasz i zwątpisz we mnie , proszę wybacz,
ale tkwiło we mnie , tłamsiło mnie , przepełniła się czara i w końcu musiałem wszystko z niej wylać.




piątek, 24 maja 2013

W środku jestem zimny jak upadły anioł.


Stoję nagi, obdarty z uczuć podczas gdy deszcz zrasza moje ciało,
liczę takt spadania kropel tego deszczu i wyczuwam w tym stałość.
Stałość czyli coś ,co jest mi ostatnio tak bardzo obce, 
że w  takich momentach znowu żałuję ,że przestałem być tym małym chłopcem,
którego ten świat tak śmiał zachęcać, nęcić i ciekawić,
tylko po to by kilka lat później ,wszystkie marzenia strawić,
obrócić w pył , zdeptać i zaśmiać mi się w pysk tu,
w miejscu pozbawionym perspektyw , rzeczywistość i spokojnych snów.
Otworzyłem się na ten niewdzięczny świat, byłem gotów go przemienić,
być z nim gdy słońce zachodzi i wschodzi ponad zenit.
Kochałem ten świat , szczerze , miłością wręcz głupca,
tylko po to by nie móc rano patrzeć na odbicie z lustra.
Chciałem wiele , i tak wiele zjebałem i tyle poszło na marne,
chciałem oszukać przeznaczenie i olałem karmę.
Przeznaczenie zrobiło swoje , a karma pokazała że istnieje,
i zamiast drwić ze świata to on mi się teraz w pysk śmieje.
Nieostrożność i brak dystansu  spaliły mnie jak napalm,
chociaż wcześniej równie mocno rozgrzewał mnie mój zapał.
Gdyby ktoś podał mi przysłowiową brzytwę , pewnie bym się jej złapał,
ale utonąłem w tym deszczu , który tak rytmicznie kapał.
Każda kropla to błąd który wynikał z mojej bezmyślności,
czy to na co dzień , czy w rodzinie , przyjaźni czy miłości.
I teraz stoję tak sam , czując po mym ciele ociekające krople,
i zabijają mnie myśli i wspomnienia... uwierz to okropne,
mieć świadomość ,że coś tracisz i nie móc się ruszyć z miejsca,
kiedy wszystko wokół upada i rujnuje twój wszechświat.
Wszechświat , który latami układałeś sobie chronologicznie według zdarzeń,
wszechświat pełen emocji , planów , wspomnień i marzeń.
I teraz kiedy  to wszystko ma przepaść i utonąć w morzu zrodzonym z tych kropli,
bo sam nie wiesz kiedy ten deszcz z mżawki przybrał formę utopii.
Deszcz , który z reguły daje życie ...tak jak kwiatom , drzewom i roślinom,
ciebie wyniszcza , zrywa więzy z przyjaciółmi , urywa kontakt z rodziną.
Ja sam zapominam ,że to oni zawsze pomagają  mi  osuszyć się z takich deszczy
ogrzeją mnie swoim ciepłem jak kocem, abym nie czuł dreszczy.
Osłonią jak parasol , wystarczy ,że pomogę im go nad swą głową rozłożyć,
i powiem o wszystkim co mnie męczy , trapi , gnębi i trwoży.
To oni zawsze są i byli dla mych myśli  jak w banku depozyt,
mogę w nich ulokować te myśli z pewnością ,że nikt inny ich nie otworzy.
Nikt nie ma dostępu i nikt nie może ich stamtąd wykraść,
i wierzę w to święcie...inaczej byłaby to rzecz przykra.
I to jest kolejna kropla tego deszczu... zbyt często zdarza mi się wątpić,
w ludzi ,którzy od zawsze pomagali mi wyjść bez ran z tej deszczu utopii.
Ale tak to już wszystko jest skonstruowane i mimo ,że próbuję nie umiem tego pojąć,
że leżę na dnie , ciągle jeszcze pozornie prosto stojąc...
I walczę z tym ,żeby moje życie w końcu twardo stanęło na nogi , do idealnego pionu...
i walczyć pewnie jeszcze będę uparcie...uparcie aż do zgonu.



czwartek, 18 kwietnia 2013

Nie spełnisz marzeń na ławce...pamiętaj



Nie wierzę w to ,że czegoś nie można lub nie da się osiągnąć,
jeśli coś nie jest zakazane , warto dążyć do tego nawet pod prąd.
A zresztą kto dziś tak naprawdę przestrzega zakazów,
nie znam człowieka , który nie złamałby ich ani razu.
A skoro tak jest , to chcę tworzyć spójną całość z nieba błękitem,
i udowodnić samemu sobie i całemu światu ,że nie dam ograniczyć się limitem,
który inni dotychczas nazywali całkowitym spełnieniem albo najwyższym szczytem,
i nawet jeśli zechcę to na palec będę nawijać chmury powstałe tuż przed świtem.
Uniosę się delikatnie odrywając palce od ziemi , sterując wyłącznie stopami
polecę gdziekolwiek byleby  być wysoko nad  ludźmi i ich stereotypami.
Chcę chociaż raz poczuć to co Ci nieszczęśnicy wszyscy,
którzy patrzą na mnie z góry i choć przez chwilę być bliskim,
temu co oni czują demonstrując swoją pozorną wyższość,
chcę tego tylko po to aby ją zniszczyć a razem z Nią to wszystko,
co zabija w nas uczucia i sprawia innym ludziom przykrość.
Musimy się nauczyć pokornie przepraszać i w czas doceniać czyjąś bliskość,
oddać się słusznej sprawie i nie dać zaślepić głupotom i obiecywanym zyskom.
Odbić się pewnie od dna i swobodnie dryfować na powierzchni,
bez żadnych nie potrzebnych zmartwień , problemów i czyichś pretensji.
Starać się wymarzony sen uczynić życiem a nie na odwrót,
są sprawy od których się nie ucieknie , nie ma magicznego przycisku :"powrót".
Musimy stawić stanowczy opór  temu co nas tak zawzięcie gnębi,
przestać oceniać powierzchowność ludzi i zajrzeć do ich wnętrza głębi.
Umieć kochać i doceniać mimo wszystko ,ale też pochwalić za coś,
robić to  bezinteresownie i nie czekać że może jeszcze nam za to zapłacą.
Przyjmować każdy dzień jak kolejną otrzymaną od losu szansę,
a to co nas przygnębia i zgniata , zacząć traktować z dystansem.
Bo z dystansu szerszym staje się widziany dotychczas obraz,
i dopiero  nie widziane wcześniej rzeczy ,sens i przekaz  ujrzeć można.
Bo widząc całość tego obrazu poznajemy ukrytą wcześniej prawdy całość,
wznieśmy się teraz w powietrze , bo okazuje się ,że ziemia  to dla nas ciągle za mało,
i zróbmy to ze spokojnym sumieniem , bo dla nas już nic tu nie  pozostało,
wszystkie dni są tu szare , bo życie bez litości wszystkie kolory  wyprało.
Spełnienie marzeń osiągniemy tylko oczyszczając umysł i porzucając troski wszelkie,
i mało istotne plany  ,by  zamiast nich  zrealizować  te wszystkie plany wielkie.
Które zabierają nam sen i rozpraszają uwagę, bo celem jest ich realizacja z precyzją chirurga
i nawet jeśli , ten plan nie wypali świat nie kończy się dzisiaj , przestań się wkurwiać .
Gdyby ludzie zdawali sobie sprawę ile razy dziennie marnują swoje szanse , gdyby tylko to wiedzieli
z rozpaczy trzy czwarte globu siedziałoby w domu wariatów razem  w jednej celi ,
człowiek to jednak nie zwierze,nie zamkniesz go od tak w klatce , chociaż czasem się zastanawiam
co czyni z nas zwierzęta i co to zezwierzęcenie w naszych umysłach sprawia?
Brak harmonii i porozumienia z innymi ludzi i ze sobą samym ?
Bo co drugi życzliwy patrząc Ci w oczy najchętniej by Cię zabił.
Nie dla pożywienia , nie dla zysku , czasem ot tak po prostu,
bo gdy obudził się rano doszedł do takiego wniosku.
Dlatego nie chcę dalej tutaj zostać  , nie mogąc patrzeć na biedę i strach zamykam oczy,
nie wierzysz? to podziel tutaj zarobki przez członków rodziny i oblicz ich zadowolenia iloczyn.
Ludzie już nie wiedzą jak żyć , już nawet nie potrafią marzyć,
bo marzyli  gorliwie o  bogactwie , i przez tą gorliwość musieli się sparzyć.
Nic tu nie jest takie jakie nam wpajano przez pikiety na ulicach i rozkrzyczane megafony ogłaszano,
a ja chcę jeszcze móc marzyć i dlatego się pakuję i wyjeżdżam jutro rano.

Wychodzę na powietrze , czuję delikatny jego powiew na mym karku
czuję jak się unoszę jakby skrzydła wyrosły mi z barków.
I wznoszę   się ku górze , ostatni raz spojrzę  mignięciem powieki za siebie,
aby ten obraz pozostawionej ziemi ,móc ulepszyć w niebie.

Teraz czas na ciszę, zatrzymajmy w gardle słowa , bo one są tu zbyteczne,
bo tutaj  nawet stawiając stopę nad krawędzią czuję się bezpiecznie.
Bo mam dziwną pewność ,że nic mi się nie stanie i w tą przepaść nie spadnę,
a nawet jeśli to się zdarzy,  to wiem ,że będziesz tam czekać na mnie,
tylko po to , żeby podać mi rękę i pomóc odbić się od jej dna,
i zacząć od nowa realizować ten precyzyjnie ułożony plan,
jakim jest spełnienie marzeń o poprawie jakości życia i trafnym określeniu ważności priorytetów
Chcę odrzucić złudzenia i nauczyć się konstruować życie z samych konkretów.
Bo niestety każde zawahanie niszczy sumiennie i bezlitośnie  tej świątyni fundament,
wprowadza chaos , sieje popłoch , stara się pogrzebać marzenia i wywołuje zamęt.
Ja wyobraźnią potrafię przemierzyć całą galaktykę i namieszać ot tak w drodze mlecznej,
marzenia trzymać spokojnie w ryzach , lub odbezpieczyć je jak granat ,wyjmując zawleczkę
i wyrzucając je wysoko w powietrze , nie bojąc się huku i nawet nie zatykając uszu
bo wiem ,że  dam radę i się nie ugnę , jak te kartki pod naporem tuszu.
Idę w twoją stronę i zbliżając się do Ciebie pokazuję Ci jaki jesteś mały,
bo opuszczasz ręce i pozwalasz bez najmniejszego oporu swoje marzenia zabić.
Ja sam niewiele jeszcze mogę ,ale chcę nauczyć się konstruować  na trwałej skale,
i kończyć co zacząłem , w przeciwnym wypadku nie zaczynać tego wcale.
Mieć szacunek i cierpliwość do tej konstrukcji tak bardzo złożonej,
a wszystko co jest  moim planom wbrew niech w ogniu na proch spłonie,
ja nie czekam , zakasałem już rękawy , pobudziłem umysł , zacisnąłem skronie,
zaczynam od podstaw biorąc ponumerowane elementy tej konstrukcji w dłonie,
wierzę ,że wiatr jak Teksasu tej budowli nie  zniszczy , ziemia jak  terenów Sumatry nie pochłonie,
ogień nie strawi jej jak Wezuwiusz  Pompeje i ,że w wodzie jak Nowy Orlean  nagle nie utonie.
Inaczej będę musiał znowu zacząć budować od podstaw,
ale sam już nie wiem czy drugi raz zadaniu bym sprostał.
Bo motywacja do działania przychodzi bardzo rzadko i często tylko na chwilę
pozwala zrobić nie wiele znaczący krok w przodu lub pokonać całą milę.
Marzenia też są motywacją , uderzają w nas jak w drzewo piorun  i często jest to przykre,
bo albo rozpali nas jak to drzewo albo po sekundzie ot tak po prostu zniknie.
Nie poddawaj się , gdy tak się stanie i nie mów ,że to normalne , że już przywykłeś
tylko weź się w garść , uruchom wyobraźnie , zacznij marzyć i rozpal w sobie tej  motywacji iskrę,
by pokonać wszelkie bariery i zacząć budować tak jak zdania budowane są przez pojedyncze słowa
tylko nie mów mi ,że to nie ma sensu , jeśli nawet nie masz zamiaru spróbować.
Pamiętaj ,że  nie ma bardziej złożonej konstrukcji niż  ludzka głowa ,
daje ona schronienie dla mózgu , aby ten mógł spokojnie funkcjonować
i  każdego dnia mógł wskrzeszać wiarę w świat i gdy ta wiara upadnie  sumiennie budować ja od nowa.
A kiedy już twoja budowla będzie stabilna , znaczyć to będzie że jest gotowa,
i nic nie będzie w stanie jej zburzyć , nikomu już nie uda się jej nikomu zrujnować.
Nic nie  zabije twoich planów i marzeń  ,a twój mózg-strażnik nie da się zwieść jak przez Kaina Abel,
będzie on miejscem harmonii jak Ying i Yang , a nie miejscem kłótni i waśni jak wieża Babel.
Więc jeśli rozumiesz co chcę Ci przekazać pisząc tak o tym zawile i wytrwale,
jeśli żyjesz w harmonii z sercem , duchem i rozumem , nie ma dla Ciebie granic wcale.
Możesz stąd odlecieć budując własne wizje na przyszłość , pokierować kolejnym ruchem
a kto nie ma chociaż odrobiny motywacji do działania i nie potrafi już marzyć ten jest ubogi duchem.
I niech w końcu  przestanie się łudzić , że ktoś przyjdzie , wyręczy go  i coś za niego zmieni,
bo człowiek bez planu i ambicji jest wart tyle co chęć dotknięcia nieba dłonią ,stojąc nogami po pas w ziemi.

wtorek, 9 kwietnia 2013

I jakbyś się nie wkurwił , jesteśmy tylko ludźmi.



Wyobrażam sobie ,że rozkładam ręce i unoszę się w powietrzu
i wszystko bezsensowne , nabiera dozę sensu.
Odrywam stopy od ziemi , lekko zahaczam krawężnik butem
odlatuję stąd a wraz ze mną wszelki smutek.
Kołyszę się na wietrze , oddaje się jego sile
chyba mam de ja vu , bo o tym ostatnio śniłem.
Chciałem odlecieć stąd i móc nie wrócić więcej,
marzyłem by mieć skrzydła w miejscu gdzie na codzień mam ręce.
Teraz szybciej pulsują płuca i pracuje serce,
i nawet jeśli to sen to obudzić się nie chcę.
Nigdy nie przypuszczałem ,że aż tak mnie to zachwyci
kiedy lecę nad waszymi głowami a wy stoicie jak wryci,
a ja czuję słodycz w ustach a nie smak goryczy
i smieję się głośno podczas gdy co drugi z was krzyczy.
Macham do was ręką , do niektórych środkowym palcem,
bo na to zasługują i tyle to jest dla mnie warte,
znajomość z nimi i ich sztuczny świat,
pełen pseudo zasad ,wielkich słów , świat pozbawiony wad.
Śmieje się szczerze , prawie że z was szydzę,
bo nie zobaczycie tego nigdy co ja teraz widzę.
Łatwo jest odbić się z ziemi i polecieć ponad horyzont,
wsiąść do samolot z bagażem ,pełnym potreflem i wizą.
Uciec zdala od podatków , gdzieś gdzie nie dorwie Cię fiskus
Ale ja nie o tym mówię , chodzi mi o lot w stan umysłu.
Spadam beczką w dół , robię korkociąg wśród retrospekcji,
przesuwam slajdy ,życia fragmenty i używam ich do projekcji
To mój życia film , szybuję pośród niego beztrosko
i dziękuje ,że razem z rodzicami mnie wychowałaś kochana Polsko.
Poznałem dobrze co to absurd i wiem jak sobie z nim radzić,
zrozumiałem ,że media swój bełkot mogą sobie w dupę wsadzić.
I chyba dlatego wiem co w życiu jest białe a co czarne,
i mimo ,że coraz rzadziej wierzę w ludzi a coraz częściej w karmę.
Ale ludzie jak karma , mają to do siebie ,że lubią wracać
a ja szybując teraz staram się  dystans skracać.
Dystans pomiędzy tym co jest a co mi się wydaje,
tak jak na przykład  według mnie Polska już nie jest Niepodległym krajem.
Staram się ich zrozumieć , i chyba coraz częściej rozumiem,
chociaż zbyt często przyznać do tego się nie umiem.
Łatwiej czasami być poza tym wszystkim i zostać indywidualistą,
niż opaść znowu na ziemię i dać się wciągnąć w to wszystko...
i znowu się wkurwić i znowu nisko upaść nisko
i kolejny raz mieć wrażenie ,że coś nie wyszło.
Więc szybuję i cieszę się chwilą ,
z dystansem...jakby tej chwili nigdy nie było.

wtorek, 26 lutego 2013

Projekt Niewiadomość.


Inaczej wszystko wygląda kiedy w przeszłość patrzę stojąc z boku,
bo w końcu mogłem osiągnąć chociaż częściowy  spokój.
Ale mimo to od lat szukam granicy między sensem a jego brakiem,
i sam już nie wiem czy ma sens to ,że spowiadam się na papier.
Otwieram się przed nim chyba bardziej niż przed Bogiem,
i chyba to bezsens , bo on mi nigdy nie odpowie.
Ale wpoi moje słowa , mój pot i tysiące kolorów atramentu,
to dla mnie strefa sacrum , coś jak siedem sakramentów.
Czasem czuję się wyklęty , czasem wzniesiony na piedestał,
chociaż nikogo to by nie zmartwiło gdybym pisać przestał.
I chuj w to , chyba sam się domyślasz przecież,
bo robię to dla siebie , żeby wyzbyć się tego co mnie gniecie,
miażdży , pogrąża i notorycznie zabija od środka
bo tylko ten papier  mnie wysłucha i nie zachowa się jak idiotka.
I nie wyda mnie i wiem ,że dochowa tajemnicy,
zresztą w wielu kwestiach mogę na niego liczyć.
Nie zdradzi mnie , nie okłamie i nie wyjebie mnie na kasę,
czasem przelewam na niego mój śmiech , ale też łzy czasem.
Nie udaje przyjaciela , nie obiecuje niczego,
nie obraża mnie , nie wyzywa i nie nadszarpuje mojego ego.
Nie mąci mi w ambicjach nie wymusza na mnie presji,
nie czuję żadnych zobowiązań , nie ma żadnych pretensji.
Nie prosi jeść i pić, w sumie o nic nie prosi,
i z pokorą i cierpliwością przyswaja tonę moich wypocin.
Pluję na niego gniewem , czasem parskam sarkazmem,
na nim walczę z monotonią , rutyną , marazmem.
I teraz dopiero to doceniam , teraz dopiero to widzę,
chociaż często przy ludziach przyznać się wstydzę,
do moich relacji  partnerskich właśnie z tym papierem,
i coraz częściej się czuję jakbym był outsiderem.
A może już nim jestem? nie wiem ale naprawdę potrzebuję izolacji,
od ludzi , od świata i dlatego siadam przy tym papierze jak do kolacji,
i z pełnym skupieniem ,spokojem i delikatnymi ruchami,
wylewam z siebie to czego nie mogę wylać ustami.



czwartek, 14 lutego 2013

Flashback


Jedyne przed czym kiedyś czułem strach to były postaci z kreskówek,
dzisiaj boję się ,że nie starczy mi tych kilka stówek,
na które muszę zapierdalać i pompować szybciej krew żyłom,
tylko po to by mieć wrażenie że tych stówek nigdy nie było.
Wciąż sobie powtarzam z następnej wypłaty odłożę,
ale z miesiąca na miesiąc bywało jeszcze gorzej.
Taki tryb życia można było to przewidzieć wcześniej,
i wypełniać w banku konto zamiast wciąż wypełniać bletkę.
Wybijaliśmy wieczorami z chłopakami by się trochę rozerwać,
i tak nas to wciągnęło że nie mogliśmy przerwać.
Nocne wypady na chill i kilka godzin rozmów,
bez konkretnych tematów, o pierdołach po prostu.
Wspominamy stare czasy albo myślimy o przyszłych,
o akcjach które mają być albo tych które nie wyszły.
Tak zabijamy dni , weekendy , tygodnie i miesiące,
poświęcamy się mocno sprawie, jakby były z tego pieniądze.
Nie raz wyszedł przypał , nie raz była beka,
nie raz staliśmy twardo , aby później uciekać.
Czas nas zmienił , dorośliśmy pokończyliśmy szkoły,
ale starą ekipą się zbieramy i mamy na wieczór pomysł.
Tysiące pomysłów czasem niedorzecznych , albo bezsensownych
a czasami tak genialnych ,że powinni postawić nam pomnik.
Pamiętam tamte czasy kiedy wybijaliśmy na boisko,
to nie były zwykłe mecze , to był mecze o wszystko.
O honor , szacunek ,spokojny sen i by z uśmiechem się obudzić,
pamiętam pytania matki: Czy wam to się nigdy nie znudzi?
Szkoła? nie była po to żeby zdobywać wiedzę,
zresztą co ja tłumaczę , powinieneś o tym wiedzieć.
Wieczny przypał już od czasów podstawówki,
telefony do matki i jebane wywiadówki.
Poobijana morda i porozcinane wargi,
tysiące zażaleń od nauczycieli i notoryczne skargi.
Z perspektywy czasu niczego mi nie szkoda , oprócz łez matki,
i szczerze jeszcze raz odwiedził bym tamte ławki.
Wtedy to był banał , teraz wspomnień magia,
jeśli potrafisz czarować i znowu mnie tam zabrać.
Proszę zrób to bym mógł to jeszcze raz przeżyć,
jeszcze raz się z tymi wspomnieniami zderzyć.
I przeżyć je jeszcze lepiej i jeszcze bardziej wbić je w pamięć,
nim przyjdzie mi o nich zapomnieć i pod dywan zamieść.

środa, 23 stycznia 2013

Mam zdrową proporcję między umysłem a duchem.


Siedzę na krańcu świata , chyba nie ma nic przede mną,
chcę spojrzeć przed siebie , jednak robię to na daremno.
Gęsta mgła spowiła moje myśli, zaburza ich przejrzystość
znowu mam wrażenie ,że kolejny raz coś mi nie wyszło.
A może to tylko pozór , może nie jest tak najgorzej,
bolą mnie nerki , płuca i serce jakby ktoś je przywitał nożem.
Zamiast krwi pluję obłudą świata i swoją własną hańbą,
bo wciąż wracam do tego co przecież było dawno.
Powinienem wstać , iść dalej pożegnać się ze zwłoką,
ale po co mam wstawać i iść skoro nie mam dokąd?
Po co mam wracać ? by dalej słuchać czyichś poleceń?
Od obłudnych ludzi którzy wszystko wiedzą lepiej.
Pierdole taki układ , bez najmniejszych korzyści,
który wprowadza zamęt jak wiatr w stosie liści.
Nie chcę być tym stosem , wolę być tym wiatrem,
ale z praktycznej strony to wcale nie jest łatwe.
Chociaż mam ku temu aspirację , chęć wyrwania się z szykan
i przestać patrzeć na coś czego nie mogę dotykać.
Chcę rozciąć więzy i zrzucić z nóg kajdan ciężar,
i nie dać się traktować jako towar , który można spieniężać.
Od dziś jestem wolny , tracę status więźnia
i wkraczam na drogę dzięki której będę zwyciężać.
Chociaż spotkam nie jednokrotnie typowe ludzkie cechy,
i moją prostą drogę zechcą zamienić w spadzisty przechył.
Pierdoli mi to , nawet jeśli mam być jak Syzyf,
wolę to niż być po to ,żeby ktoś mógł się wyżyć.
Znam tych którzy dotarli już na sam szczyt,
i być tam przez kilka chwil mieli zaszczyt.
Ale znam ich stąd ,że poznałem ich na dnie tego szczytu,
wspominali o nim , pełni swoistego zachwytu.
Wspominali bo oblizali się tym szczytem dawno,
tylko po to by się spierdolić na dno.
Co przychodzi szybko , równie szybko może odejść
bo zapominamy o dystansie i jakiejkolwiek pokorze.
Mając tych błędów i porażek cały przekrój,
zbliżam się do wizji świata aspirujących ku piekłu.
Ale po co mam się tym przejmować, na tym krańcu świata,
snuję wielkie plany , nie ma nic za mną, nie mam dokąd wracać.
Nie mam dokąd iść, może to i jednak dobrze,
posiedzę tu jeszcze może uda mi się coś przed sobą dojrzeć.