Inaczej wszystko wygląda kiedy w przeszłość patrzę stojąc z boku,
bo w końcu mogłem osiągnąć chociaż częściowy spokój.
Ale mimo to od lat szukam granicy między sensem a jego brakiem,
i sam już nie wiem czy ma sens to ,że spowiadam się na papier.
Otwieram się przed nim chyba bardziej niż przed Bogiem,
i chyba to bezsens , bo on mi nigdy nie odpowie.
Ale wpoi moje słowa , mój pot i tysiące kolorów atramentu,
to dla mnie strefa sacrum , coś jak siedem sakramentów.
Czasem czuję się wyklęty , czasem wzniesiony na piedestał,
chociaż nikogo to by nie zmartwiło gdybym pisać przestał.
I chuj w to , chyba sam się domyślasz przecież,
bo robię to dla siebie , żeby wyzbyć się tego co mnie gniecie,
miażdży , pogrąża i notorycznie zabija od środka
bo tylko ten papier mnie wysłucha i nie zachowa się jak idiotka.
I nie wyda mnie i wiem ,że dochowa tajemnicy,
zresztą w wielu kwestiach mogę na niego liczyć.
Nie zdradzi mnie , nie okłamie i nie wyjebie mnie na kasę,
czasem przelewam na niego mój śmiech , ale też łzy czasem.
Nie udaje przyjaciela , nie obiecuje niczego,
nie obraża mnie , nie wyzywa i nie nadszarpuje mojego ego.
Nie mąci mi w ambicjach nie wymusza na mnie presji,
nie czuję żadnych zobowiązań , nie ma żadnych pretensji.
Nie prosi jeść i pić, w sumie o nic nie prosi,
i z pokorą i cierpliwością przyswaja tonę moich wypocin.
Pluję na niego gniewem , czasem parskam sarkazmem,
na nim walczę z monotonią , rutyną , marazmem.
I teraz dopiero to doceniam , teraz dopiero to widzę,
chociaż często przy ludziach przyznać się wstydzę,
do moich relacji partnerskich właśnie z tym papierem,
i coraz częściej się czuję jakbym był outsiderem.
A może już nim jestem? nie wiem ale naprawdę potrzebuję izolacji,
od ludzi , od świata i dlatego siadam przy tym papierze jak do kolacji,
i z pełnym skupieniem ,spokojem i delikatnymi ruchami,
wylewam z siebie to czego nie mogę wylać ustami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz