piątek, 14 czerwca 2013

Myśli zlepek.


Nie chcę Cie uczyć życia dopóki wiem ,że sam nie opanowałem tej sztuki,
sam łatam coraz to nowe w nim dziury i zapełniam rozpaczliwie kolejne luki.
Nie żyje ponad wszystko , tylko staram się dla wszystkich ponad to,
a jedyne co w zamian dostaje  to , to , że ładuję się kolejny raz w konkretne bagno.
Wierze w to co już dawno powinienem olać i krzyknąć stanowcze " jebać"
chociaż sam dobrze wiem bo znam siebie , że tak po prostu się nie da.
Bo mam sumienie ,w chuj naiwności i do tego to przeświadczenie,
że sam dostałbym kolejną szansę , nawet jeśli na bank nic nie zmienię.
Każdego dnia , nie wiem czy ty też tak masz , że stoję przed lustrem przemywam twarz
i patrzę w odbicie , znów  pytam sam siebie:" Ile tak można? i co z tego masz?"
To ,że zabijam na chwilę rzeczywistość, staram się zapomnieć bo znów coś nie wyszło,
uwierz mi szczerze , ja sam już nie wierzę ,że poukładam w końcu to wszystko.
Raz czuję moc , raz przygnębienie , czy dzień czy noc
czy oddycham  spokojnie znów, czy to ostatnie w tym życiu tchnienie , ja sam już nie wiem.
Chciałbym planować , ale nie umiem.. i po co  mi te plany? to nie możliwe jest dzisiaj bo, nie zasklepiły się stare rany
i to nie przez pracę , rodzinę czy szkołę ,dopadają mnie wciąż te dziwne stany.
Znów chcę się odciąć i pozwolić by to swobodnie wszystko w pizdu  poszło,
od jutra coś zmienię , poczułem nowe tchnienie , powtarzam to sobie non stop.
Chcę przystopować , przestać rujnować i znowu zacząć budować od nowa,
moje ego - mój własny wróg ,a z nim w komitywie jest moja głowa,
która wyrzuca mi swoje racje  i podpowiada bez przerwy że powinienem jednak spróbować.
Jeśli spróbuję odbiję  się od dna , udowodnię sobie ,że jednak można,
a jeśli upadnę to uwierz mi szczerze , możesz mnie wtedy naprawdę nie poznać.
Czuję się czasem zupełnie  dokładnie , jak w tej piosence Evanescence-Going Under,
tylko ,że oni śpiewają smutną balladę a ja naprawdę znalazłem się na dnie.
Pomóż mi powstać ,ja błagam nie proszę , żebym mógł w końcu życiu sprostać,
i przyrzeczenie na ustach niosę , pewien swych zasad jak Cosa Nostra.
Czułość , szacunek , chęć bycia lepszym , chcę dać Ci to wszystko i nie chcę nic spieprzyć,
daj mi swą rękę i mnie poprowadź  tak jak ja prowadzę walkę ze sobą , pisząc teraz te wersy.
Czas miał ból naprawić , jak ogień strawić , a działa tylko na mą niekorzyść
bo każdy wybór jest bez  sensu jak interes do którego musisz dołożyć.
W tej kwestii nie zawierzam się możliwym zyskom i nie liczę wydanej pengi, 
zapłacę każda cenę za bliskość ,by móc się odbić  chociaż na chwilę i siedzieć z Tobą na trawie i patrzeć w błękit.
Chciałbym znać lek  który mi da ten upragniony spokój , jeśli muszę  odsunę się w cień i stanę gdzieś pokornie z boku,
byleby móc postawić znów pewny krok , pośród miliona tych chwiejnych kroków.
Te kroki odciskają się w ziemi , podczas gdy ja zapatrzony w zenit ,
szukam Itaki by móc zacumować i swoja wady wyeliminować lub na zalety zamienić.
Niestety pozostawiam za sobą jeden widoczny  ślad tak jak gouda na wątrobie ,i mimo że nie chcę udzielać Ci rad,
to nie polecam żyć tak jak ja to robię , bo gdybyś podążał za mną i przez przypadek spadł,
nie umiałbym normalnie żyć ,że rujnując życie sobie , odbiłem się od dna bo miałem fart, tyle żę wyrządzając krzywdę Tobie.
Nie chcę domysłów , chcę prostych słów , mieć swoje zdanie pieprząc oklepany cytat czy  cudzysłów,
chcę znowu śnić i móc w swą rzeczywistość wdrożyć chociaż jeden z tych pięknych snów.
Mówię rzeczywistość ,a  już nie wiem co to kurwa znaczy , bo z własnej winy, lecz nie świadomie pozwoliłem się jej zatracić,
poznałem ludzi , film mi się urwał i jak bezmyślna istota połknąłem zarzucony haczyk.
Jedyne dziś co prawdą jest to to  ,że docenia się coś dopiero jak się to straci,
tylko ,że ja za swój błąd musiałem niesprawiedliwie zbyt wielką kwotę zapłacić.
Miało być pięknie , miał być progres , a jest okropnie i ciągle trwa regres,
i znów pytam , czemu trwasz przy mnie? no kurwa powiedz po co tu jesteś?
Zadaję to pytanie każdemu kto jest przy mnie , bo znowu wiem ,że mi pomożesz podczas gdy drugi swe oko przymknie,
ludzi pociąga piękno i życie beztroskie ,a nie sytuacje gdy ktoś łapie za brzytwę. Spokojnie , przywykłem.
W tym chorym pędzie czuję się czasem jakbym był zupełnie nikim, bo gram zbyt czysto , bo mam skrupuły i nie dbam o wyniki,
które tak wielką grają rolę , oni wciąż biegną w szale przed siebie jakby wyjebało im bezpieczniki.
Niestety nie mają żadnej bariery , biegną po bruku pełnym trupów ludzi zawadzających na drodze do kariery,
wściekłość w oczach ,piana na ustach jakby ktoś podał im garść psychotropów albo alkoholem kazał zapić steryd.
Ja nie chcę biec w tym tłumie , bo jednak mimo wszystko wiem czego chcę i sprecyzować to umiem,
a chcę mieć ciebie blisko siebie na co dzień , w stu procentach obecną  sercem i rozumem
i nawet gdyby na ciemnym morzu burza zgrzytów nas zastała , pokierujmy tym tak ,żeby znów nie rozbić się na skałach
pisałem wcześniej o planie i  nadal nie wiem co mam w planach , ale jesteś mi potrzebna jak w depresji Xanax.
Próbowałem z tym walczyć wciąż próbując to wyleczyć , ale zamiast tego udało mi się tylko to doszczętnie zniweczyć,
teraz  czuję się jak małe bezradne dziecko , które zwiesza głowę , opuszcza dłonie i bezustannie beczy.
Nie użalam się nad sobą ,chyba że to tak odbierasz,moje życie jak okręt na pełnym morzu podczas gdy nikogo nie ma przy sterach,
wciąż szukam kursu , ustalam współrzędne , zawodzi kartograf i podejmuje decyzje błędne nie raz,
więc dryfuję na fali , opuszczam żagle , poddaję się i wyrzucam wiosła , i znowu bez silnie przyjmuję  to co mi los da.
Wiesz? łatwiej było by mi z Tobą pokonać te fale , i nawet gdybym zbłądził ponownie nie przejął bym się tym wcale,
bo miałbym dla Ciebie całą wieczność , poznałbym Ciebie całą i zbadał Cię z każdym calem.
Twoja psychika nie miała by przede mną żadnych tajemnic , i przynajmniej na pełnym morzu nie rozbilibyśmy się na skale.
A gdyby przypadkiem ,udałoby nam się znaleźć ląd stały ,po zacumowaniu zniszczył bym statek by nie czuć obawy tej,
że kiedyś odejdziesz stąd ,więc nakręciłbym film z miliona pojedynczych klatek , w każdej zawarty obraz twarzy twej
by móc Cię oglądać i mieć zawsze przy Tobie , byś była dla mnie jak Wilson dla Chucka z Cast Away.
Ale tak nie jest i pogodziłem się z tą myślą , że los znowu dał mi co chciał a morze dawno wyschło,
więc szukam ukojenia błądząc bo życia peryferiach , bosą stopą po ostrych kamieniach.
Czekając na cud , chociaż i tak w tej kwestii się nic nie zmienia , siadam po ciężkim dniu w fotelu i szukam wytchnienia.
I znowu zawijam te problemy w przezroczystą bibułkę , ślinie klej językiem ,odpalam ją beznamiętnie
i znów rozrywa mnie od środka moje ego z duszą na spółkę , to mi pomaga na chwilę , przez chwilę jest pięknie.
Ale mimo ,że moje myśli wypacza to rujnuje też  mój spokój i poukładane  szufladki do góry dnem wywraca.
Kiedyś jak Chylińska powiem sobie dość , wykrzyczę to z siebie , by nigdy już do tego nie wracać.
Czuję ,że mój świat jest bardziej popierdolony niż Alicji z Krainy czarów , która bo grubym melanżu znowu ma kaca.
Życie to pudełko czekoladek jak mawiał idol z dzieciństwa Forest, niestety nie lubię czekoladek,
nienawidzę niespodzianek , ale jak on chciałbym pokonać słabości i z dumą krzyknąć: "W końcu dałem radę".
Nie wiem skąd się wziął każdy wers poprzedni , jeśli przeczytasz i zwątpisz we mnie , proszę wybacz,
ale tkwiło we mnie , tłamsiło mnie , przepełniła się czara i w końcu musiałem wszystko z niej wylać.




3 komentarze: