Proszę nie mów nic , niech nastanie absolutna ...cisza,
wcale Cię nie ignoruje, porozmawiamy o tym, ale proszę...nie dzisiaj.
Daj mi czas , w sumie to dużo czasu ,żebym powrócił do życia
i proszę nie patrz na mnie takim wzrokiem i nie zadawaj pytań.
Mam Ci wiele do powiedzenia , spróbuj mnie nie odtrącać,
nawet jak masz mi przerwać... powstrzymaj się i wysłuchaj mnie do końca.
Pogubiłem się w tym wszystkim i często nie widzę sensu,
bo wszystkie plany legły w gruzach i znów inaczej jest tu.
Inaczej w sensie nie tak jak być powinno, sama wiesz o tym przecież,
że wszystko rozpierdala się wtedy , kiedy przez chwilę zaczyna być lepiej.
Pierdolony paradoks , miliony myśli i tysiące słów więznących w gardle,
sprawiają ,że mimowolnie czuję ,że znów na samo dno spadłem.
Jak ja to robię ? sam nie wiem , nie mam naprawdę pojęcia,
że lekką ręką zgrywam pulę do zera , mimo że tyle mam do wyjęcia.
Czy to chciwość , czy głupota, szczerze? to jest mało istotne,
tak samo jak to czy jest to premedytacja czy zachowanie instynktowne.
Nie ważny jest impuls , ale skutek i wszelakie następstwa
i mimo ,że gdzieś czuję że to zło to jednak nie potrafię przestać.
To wszystko mnie niszczy i wciąga mnie jak pierdolony hazard,
i jeśli nie czujesz tego czasem , uwierz to naprawdę przejebana sprawa.
I choć zdarzają się dni ,że gdzieś w tunelu zabłyśnie nikły płomień świeczki,
brnę ślepo w jego stronę , chociaż to niebezpieczne jakbym trzymał granat bez zawleczki,
idąc w ciemność nie wiem co mnie spotka i czy w ogóle gdzieś będzie meta,
chociaż i tak na końcu tej drogi dochodzę do wniosku ,że coś kurwa jest nie tak.
Jak dużą cenę będę musiał zapłacić za to chwilowe i ulotne szczęście?
Które albo mnie zabije , albo da w końcu poczuć że żyje , że jestem.
Potykam się i wstaję , otrzepuję się z kurzu , nie mam w zwyczaju się płaszczyć
i gdzieś mam w sobie ten hart ducha i silną wolę... ale czy to wystarczy?
Mam Ciebie ,a to dla mnie naprawdę znaczy tak wiele,
bo jesteś moją inspiracją , radością , uśmiechem , przyjacielem.
Ramieniem o które mogę się oprzeć kiedy nogi odmawiają posłuszeństwa,
jedyną osobą tak idealnie wypełniającą mój pogmatwany wszechświat.
Jesteś...właśnie JESTEŚ zawsze kiedy Cię potrzebuje , ale nigdy nie byłaś zbędna,
rozumiesz doskonale , że czasem się gubię i nie rozpatrujesz w błędach.
Dziękuje Ci za to całym sobą , ale zrozum też moją obawę...
bo co zrobię kiedy to wszystko runie i już tego nie naprawię?
Staram się o tym nie myśleć i wykorzystać każdą chwilę spędzoną z Tobą,
ale to jest silniejsze ode mnie i wciąż się zastanawiam jak inni to robią,
że wszystko przychodzi im od tak na pstryknięcie palcem,
podczas gdy ja zabliźniam stare rany i ponoszę nowe w tej pojebanej walce,
z której z fartem wracam z tarczą ale ze zwiększonym dystansem,
to gdzieś w głębi wiem ,że mam Ciebie , mój magiczny plaster,
który łata wszystkie luki i ubytki i pokazuje mi nowe szanse.
Znasz mnie przecież ,zdajesz sobie sprawę i sama doskonale wiesz o tym,
że mam ciężki charakter i często przyciągam tylko kłopoty.
Tym bardziej jestem Ci wdzięczny ,że jesteś przy mnie mimo wszystko,
przy tobie zapominam o przeszłości i inaczej patrzę w przyszłość.
Kocham to jak zaczynasz ze mną dzień i to jak go kończysz kiedy zasypiam,
już zaraz koniec , poczekaj , powstrzymaj się jeszcze chwilę od pytań.
Czasem mam wrażenie ,że marnuję twój czas i kradnę go tak zachłannie,
to wybacz mi proszę i uwierz... chciałbym być tym dla Ciebie , kim ty jesteś dla mnie.
Dziękuje.
wcale Cię nie ignoruje, porozmawiamy o tym, ale proszę...nie dzisiaj.
Daj mi czas , w sumie to dużo czasu ,żebym powrócił do życia
i proszę nie patrz na mnie takim wzrokiem i nie zadawaj pytań.
Mam Ci wiele do powiedzenia , spróbuj mnie nie odtrącać,
nawet jak masz mi przerwać... powstrzymaj się i wysłuchaj mnie do końca.
Pogubiłem się w tym wszystkim i często nie widzę sensu,
bo wszystkie plany legły w gruzach i znów inaczej jest tu.
Inaczej w sensie nie tak jak być powinno, sama wiesz o tym przecież,
że wszystko rozpierdala się wtedy , kiedy przez chwilę zaczyna być lepiej.
Pierdolony paradoks , miliony myśli i tysiące słów więznących w gardle,
sprawiają ,że mimowolnie czuję ,że znów na samo dno spadłem.
Jak ja to robię ? sam nie wiem , nie mam naprawdę pojęcia,
że lekką ręką zgrywam pulę do zera , mimo że tyle mam do wyjęcia.
Czy to chciwość , czy głupota, szczerze? to jest mało istotne,
tak samo jak to czy jest to premedytacja czy zachowanie instynktowne.
Nie ważny jest impuls , ale skutek i wszelakie następstwa
i mimo ,że gdzieś czuję że to zło to jednak nie potrafię przestać.
To wszystko mnie niszczy i wciąga mnie jak pierdolony hazard,
i jeśli nie czujesz tego czasem , uwierz to naprawdę przejebana sprawa.
I choć zdarzają się dni ,że gdzieś w tunelu zabłyśnie nikły płomień świeczki,
brnę ślepo w jego stronę , chociaż to niebezpieczne jakbym trzymał granat bez zawleczki,
idąc w ciemność nie wiem co mnie spotka i czy w ogóle gdzieś będzie meta,
chociaż i tak na końcu tej drogi dochodzę do wniosku ,że coś kurwa jest nie tak.
Jak dużą cenę będę musiał zapłacić za to chwilowe i ulotne szczęście?
Które albo mnie zabije , albo da w końcu poczuć że żyje , że jestem.
Potykam się i wstaję , otrzepuję się z kurzu , nie mam w zwyczaju się płaszczyć
i gdzieś mam w sobie ten hart ducha i silną wolę... ale czy to wystarczy?
Mam Ciebie ,a to dla mnie naprawdę znaczy tak wiele,
bo jesteś moją inspiracją , radością , uśmiechem , przyjacielem.
Ramieniem o które mogę się oprzeć kiedy nogi odmawiają posłuszeństwa,
jedyną osobą tak idealnie wypełniającą mój pogmatwany wszechświat.
Jesteś...właśnie JESTEŚ zawsze kiedy Cię potrzebuje , ale nigdy nie byłaś zbędna,
rozumiesz doskonale , że czasem się gubię i nie rozpatrujesz w błędach.
Dziękuje Ci za to całym sobą , ale zrozum też moją obawę...
bo co zrobię kiedy to wszystko runie i już tego nie naprawię?
Staram się o tym nie myśleć i wykorzystać każdą chwilę spędzoną z Tobą,
ale to jest silniejsze ode mnie i wciąż się zastanawiam jak inni to robią,
że wszystko przychodzi im od tak na pstryknięcie palcem,
podczas gdy ja zabliźniam stare rany i ponoszę nowe w tej pojebanej walce,
z której z fartem wracam z tarczą ale ze zwiększonym dystansem,
to gdzieś w głębi wiem ,że mam Ciebie , mój magiczny plaster,
który łata wszystkie luki i ubytki i pokazuje mi nowe szanse.
Znasz mnie przecież ,zdajesz sobie sprawę i sama doskonale wiesz o tym,
że mam ciężki charakter i często przyciągam tylko kłopoty.
Tym bardziej jestem Ci wdzięczny ,że jesteś przy mnie mimo wszystko,
przy tobie zapominam o przeszłości i inaczej patrzę w przyszłość.
Kocham to jak zaczynasz ze mną dzień i to jak go kończysz kiedy zasypiam,
już zaraz koniec , poczekaj , powstrzymaj się jeszcze chwilę od pytań.
Czasem mam wrażenie ,że marnuję twój czas i kradnę go tak zachłannie,
to wybacz mi proszę i uwierz... chciałbym być tym dla Ciebie , kim ty jesteś dla mnie.
Dziękuje.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz