poniedziałek, 3 września 2012

W małej kropelce.


Poukładałem sobie świat chronologicznie wedłud zdarzeń,
weź mnie za rękę to ten świat ci pokaże.
Wyrzuciłem z niego plik planów i marzeń,
czy wyjdzie mi to na dobre to jeszcze się okaże.
Pierwsze co zmieniłem to zacząłem myśleć trzeźwo,
bo nie chcę kolejny raz poczuć się jak ścierwo.
I nie dam rady po raz setny borykać się z tą myślą,
że mimo że robię dobrze , po raz kolejny mi nie wyszło.
Nie wiedziałem co mam robić ,gdy trudne dni nadeszły
ale nie bez powodu teraz mówię o tym w czasie przeszłym.
Ale to nie temat by go roztrząsywać na publicznym forum,
chociaż najbardziej boli ,że to kwestia twojej decyzji a nie mojego wyboru.
Masakrycznie pogrążony na każdym życia polu,
nie widziałem nikogo ,kto by mi poprostu pomógł.
Ale tak naprawdę ja nie chciałem tego kogoś widzieć,
i tak się pogrążałem , trwało to ponad tydzień.
Aż sobie uświadomiłem ,że mam przyjaciół i mogę na nich liczyć,
i że mimo tej sytuacji nie pozostałem z niczym.
Teraz wiem ,że są wzloty i upadki, upadki i wzloty nic poza tym
a jeśli coś się nie układa muszę spisać to na straty.
Z perspektywy czasu widzę jak często ja sam się mylę,
i imaginuje sobie świat , w którym chciałbym żyć chociaż chwilę.
Po czym mam tą świadomość ,żę każdego dnia z rana
muszę zbierać swój świat w jedną całość klęcząc na kolanach.
Chciałem się zachlać i codzień zwężać wielkość źrenic,
ale powiedz mi kurwa co to tak naprawdę zmieni?
Staram się zrozumieć i każdego dnia o tym rozkminiam,
taki już jestem i to nie jest moja wina.
Wiem że do wielu rzeczy podchodzę zbyt emocjonalnie,
i zazwyczaj to przynosi skutki wręcz fatalne.
Ale nie umiem od tak być skurwysynem totalnie,
chociaż czasem myślę że tak byłoby fajnie.
Móc nie myśleć o tym wszystkim odciąć się od tego,
i nie próbować nic zmieniać i nie brać do głowy niczego.
Musiałem na chwilę przestać pisać, odpocząc i przemyśleć
kilka spraw ,które wcześniej wydawały się oczywiste.
Teraz chcę spróbować od nowa , chociaż ciągle Cię pamiętam,
i to pozstanie na długo , w pewnym sensie to rzecz święta.
Bo mimo wszystko , mimo wszystkich przykrych myśli,
zdarza się , że mi się czasem przyśnisz.
Wstaję rano i to takie dziwne uczucie w sumie,
skoro sam tak naprawdę opisać go nie umiem.
To coś jakby radość pomieszana z dziwnym niesmakiem,
bo niby wszystko jest ok...ale wcale nie jest takie.
I mimo ,że wciąż mi mówią pierdol to nie ma za czym płakać,
to często łapię się na tym , że mimochodem wracam.
Rozpamiętuje przeszłość i to mój największy problem,
bo chciałem to zmienić ale jak widać nie mogłem.
Żeby to opisać nasuwa się myśli potok...
ale czas zakończyć ten bezładny słowotok.
Musiałem to zrobić i z siebie to wyrzucić...
i po raz setny odchodzę , by po raz setny wrócić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz