niedziela, 16 września 2012
21.
Mój świat w liczbach to tysiąc kłopotów,
miliony upadków i kilka wzlotów.
Ze sto litrów łez i hektolitrów potu,
tysiące akcji bez sensu i żadnego polotu.
Tylko jeden raz prawdziwie kochałem kobietę,
to było dawno i nie ma tego przecież.
Potykam się o życia próg minimum pięć razy dziennie,
a to co daje mi szczęście jest dość mocno zmienne.
Mam 21 lat z czego kilku nie pamiętam,
bo albo zachlałem ,albo nie mogłem pamiętać.
Mam około 10 znajomych plus minus trzech,
jeśli o nich zapomnę to będzie ciężki grzech.
Mam dwoje rodziców i kocham ich z całego serca,
chociaż moje postępowanie ich czasem uśmierca.
Zdaje sobie z tego sprawę przynajmniej raz dziennie,
i chociaż chcę to zmienić, to nadal jest nie zmienne.
Nie mam żadnej pasji co w liczbach znaczy zero,
jestem katolikiem , polakiem i do tego hetero.
Rok ma 365 dni , a w każdym tysiąc pokus z którymi się borykam
oblicz je sam mi nigdy nie podchodziła matematyka.
Dzień ma 24 godziny czasem za dużo , czasem odwrotnie
ale mam tą świadomość ,że tych godzin nikt nie cofnie.
Straciłem wiele czasu i nie opiszę go w liczbach,
ale dziwię się ,że udało mi się wytrwać,
i nie zwariować w ciągłym przemijaniu,
każdego dnia mam konfrontację z życiem na przepaści skraju.
Ważę tylko 69 kilogramów a do tego mam tylko 171 cm wzrostu,
fakt jestem niski i chudy ale pierdoli mi to po prostu.
Akceptuję siebie , myślisz że nie powinienem?
ale wolę myśleć o sobie tak niż jakbym był totalnym zerem.
Umartwiałem się nad sobą ze sto tysięcy razy,
i nigdy nie wychodziłem z tego czysty bez skazy.
Słuchałem kilkudziesięciu ludzi pseudo mądrych rad,
co widać odbiło się na mnie i pozostawiło jakiś ślad.
Teraz myślę ,że jestem mądrzejszy... gówno prawda,
bo gdybym był , ignorowałbym ich od dawna.
I jeśli chcesz mi dojebać , z założenie wyrządzenia krzywdy,
to się czasem zastanów i popatrz na te liczby.
I miej świadomość ,że przez Ciebie mogą one wzrosnąć,
i wiem ,że zamiast coś liczyć powinienem w końcu...dorosnąć.
piątek, 7 września 2012
Boom Boom
Otwieram oczy ,po kolejnej nocy bez snu
i sam już nie wiem jak mam się czuć.
Chyba nie czuję się wcale , patrząc znowu wstecz
chciałem to sobie poukładać ,ale sama wiesz,
że nie potrafię bo jak mam potrafić,
kiedy błądząc bez sensu nie potrafię trafić
w sens i tą świadomość ,że mogę spłonąć
kiedy twojej szyi dotykam swoją skronią.
I znów analizuje to co wogóle nie zaszło,
i znowu to wszystko wydaje się rzeczą straszną.
Bo to wszystko jest tylko imaginacją...
Mimo początku nie chcę pisać o tym,
bo mam o wiele gorsze kłopoty.
Dogania mnie czas i jego skutki,
rozum się spłyca a sen staje się krótki.
Znowu mam chęć się zachlać , zniszczyć
i znowu jak feniks powstać ze zgliszczy.
Nie raz przyjmowałem coś co jest nielegalne
tylko po to ,żeby poczuć się fajnie
i mimo ,że to się nie zmienia i nadal to przyjmuje
to wcale się kurwa już tak fajnie nie czuję.
Wciąż się zastanawiam po co mi to wszystko?
By chociaż na chwilę zakrzywić rzeczywistość?
Ale tak było zawsze... gdy coś w życiu mi nie wyszło.
Oczekuje spokoju sumienia , tak jak ty oczekujesz piątku,
i to się wiąże z tym co napisałem na początku.
Bo nie chcę niczego przez co muszę podnosić się ze zgliszczy...
a tym bardziej tego przez co znowu zechcę się zniszczyć.
poniedziałek, 3 września 2012
W małej kropelce.
Poukładałem sobie świat chronologicznie wedłud zdarzeń,
weź mnie za rękę to ten świat ci pokaże.
Wyrzuciłem z niego plik planów i marzeń,
czy wyjdzie mi to na dobre to jeszcze się okaże.
Pierwsze co zmieniłem to zacząłem myśleć trzeźwo,
bo nie chcę kolejny raz poczuć się jak ścierwo.
I nie dam rady po raz setny borykać się z tą myślą,
że mimo że robię dobrze , po raz kolejny mi nie wyszło.
Nie wiedziałem co mam robić ,gdy trudne dni nadeszły
ale nie bez powodu teraz mówię o tym w czasie przeszłym.
Ale to nie temat by go roztrząsywać na publicznym forum,
chociaż najbardziej boli ,że to kwestia twojej decyzji a nie mojego wyboru.
Masakrycznie pogrążony na każdym życia polu,
nie widziałem nikogo ,kto by mi poprostu pomógł.
Ale tak naprawdę ja nie chciałem tego kogoś widzieć,
i tak się pogrążałem , trwało to ponad tydzień.
Aż sobie uświadomiłem ,że mam przyjaciół i mogę na nich liczyć,
i że mimo tej sytuacji nie pozostałem z niczym.
Teraz wiem ,że są wzloty i upadki, upadki i wzloty nic poza tym
a jeśli coś się nie układa muszę spisać to na straty.
Z perspektywy czasu widzę jak często ja sam się mylę,
i imaginuje sobie świat , w którym chciałbym żyć chociaż chwilę.
Po czym mam tą świadomość ,żę każdego dnia z rana
muszę zbierać swój świat w jedną całość klęcząc na kolanach.
Chciałem się zachlać i codzień zwężać wielkość źrenic,
ale powiedz mi kurwa co to tak naprawdę zmieni?
Staram się zrozumieć i każdego dnia o tym rozkminiam,
taki już jestem i to nie jest moja wina.
Wiem że do wielu rzeczy podchodzę zbyt emocjonalnie,
i zazwyczaj to przynosi skutki wręcz fatalne.
Ale nie umiem od tak być skurwysynem totalnie,
chociaż czasem myślę że tak byłoby fajnie.
Móc nie myśleć o tym wszystkim odciąć się od tego,
i nie próbować nic zmieniać i nie brać do głowy niczego.
Musiałem na chwilę przestać pisać, odpocząc i przemyśleć
kilka spraw ,które wcześniej wydawały się oczywiste.
Teraz chcę spróbować od nowa , chociaż ciągle Cię pamiętam,
i to pozstanie na długo , w pewnym sensie to rzecz święta.
Bo mimo wszystko , mimo wszystkich przykrych myśli,
zdarza się , że mi się czasem przyśnisz.
Wstaję rano i to takie dziwne uczucie w sumie,
skoro sam tak naprawdę opisać go nie umiem.
To coś jakby radość pomieszana z dziwnym niesmakiem,
bo niby wszystko jest ok...ale wcale nie jest takie.
I mimo ,że wciąż mi mówią pierdol to nie ma za czym płakać,
to często łapię się na tym , że mimochodem wracam.
Rozpamiętuje przeszłość i to mój największy problem,
bo chciałem to zmienić ale jak widać nie mogłem.
Żeby to opisać nasuwa się myśli potok...
ale czas zakończyć ten bezładny słowotok.
Musiałem to zrobić i z siebie to wyrzucić...
i po raz setny odchodzę , by po raz setny wrócić.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


