piątek, 24 maja 2013

W środku jestem zimny jak upadły anioł.


Stoję nagi, obdarty z uczuć podczas gdy deszcz zrasza moje ciało,
liczę takt spadania kropel tego deszczu i wyczuwam w tym stałość.
Stałość czyli coś ,co jest mi ostatnio tak bardzo obce, 
że w  takich momentach znowu żałuję ,że przestałem być tym małym chłopcem,
którego ten świat tak śmiał zachęcać, nęcić i ciekawić,
tylko po to by kilka lat później ,wszystkie marzenia strawić,
obrócić w pył , zdeptać i zaśmiać mi się w pysk tu,
w miejscu pozbawionym perspektyw , rzeczywistość i spokojnych snów.
Otworzyłem się na ten niewdzięczny świat, byłem gotów go przemienić,
być z nim gdy słońce zachodzi i wschodzi ponad zenit.
Kochałem ten świat , szczerze , miłością wręcz głupca,
tylko po to by nie móc rano patrzeć na odbicie z lustra.
Chciałem wiele , i tak wiele zjebałem i tyle poszło na marne,
chciałem oszukać przeznaczenie i olałem karmę.
Przeznaczenie zrobiło swoje , a karma pokazała że istnieje,
i zamiast drwić ze świata to on mi się teraz w pysk śmieje.
Nieostrożność i brak dystansu  spaliły mnie jak napalm,
chociaż wcześniej równie mocno rozgrzewał mnie mój zapał.
Gdyby ktoś podał mi przysłowiową brzytwę , pewnie bym się jej złapał,
ale utonąłem w tym deszczu , który tak rytmicznie kapał.
Każda kropla to błąd który wynikał z mojej bezmyślności,
czy to na co dzień , czy w rodzinie , przyjaźni czy miłości.
I teraz stoję tak sam , czując po mym ciele ociekające krople,
i zabijają mnie myśli i wspomnienia... uwierz to okropne,
mieć świadomość ,że coś tracisz i nie móc się ruszyć z miejsca,
kiedy wszystko wokół upada i rujnuje twój wszechświat.
Wszechświat , który latami układałeś sobie chronologicznie według zdarzeń,
wszechświat pełen emocji , planów , wspomnień i marzeń.
I teraz kiedy  to wszystko ma przepaść i utonąć w morzu zrodzonym z tych kropli,
bo sam nie wiesz kiedy ten deszcz z mżawki przybrał formę utopii.
Deszcz , który z reguły daje życie ...tak jak kwiatom , drzewom i roślinom,
ciebie wyniszcza , zrywa więzy z przyjaciółmi , urywa kontakt z rodziną.
Ja sam zapominam ,że to oni zawsze pomagają  mi  osuszyć się z takich deszczy
ogrzeją mnie swoim ciepłem jak kocem, abym nie czuł dreszczy.
Osłonią jak parasol , wystarczy ,że pomogę im go nad swą głową rozłożyć,
i powiem o wszystkim co mnie męczy , trapi , gnębi i trwoży.
To oni zawsze są i byli dla mych myśli  jak w banku depozyt,
mogę w nich ulokować te myśli z pewnością ,że nikt inny ich nie otworzy.
Nikt nie ma dostępu i nikt nie może ich stamtąd wykraść,
i wierzę w to święcie...inaczej byłaby to rzecz przykra.
I to jest kolejna kropla tego deszczu... zbyt często zdarza mi się wątpić,
w ludzi ,którzy od zawsze pomagali mi wyjść bez ran z tej deszczu utopii.
Ale tak to już wszystko jest skonstruowane i mimo ,że próbuję nie umiem tego pojąć,
że leżę na dnie , ciągle jeszcze pozornie prosto stojąc...
I walczę z tym ,żeby moje życie w końcu twardo stanęło na nogi , do idealnego pionu...
i walczyć pewnie jeszcze będę uparcie...uparcie aż do zgonu.